Z racji tego, iż mam kompletny brak weny, a na piątek muszę namalować co najmniej 3 obrazy, będę nad tymi cudeńkami siedzieć w nocy, może coś sklecę. Tym czasem zapraszam na kolejną porcję zdjęć i zastrzyk moich nieskładnych opowieści.
Wracając do tego na czym skończyłam. W drodze powrotnej z Grot Mechowskich.... a właśnie, nie skończyłam o grotach. O co z nimi w ogóle chodzi? Nikt nigdy wcześniej o nich nie słyszał, jestem tego pewna. Więc o co cho? Poprzednia przewodniczka świetnie rozwinęła i tym samym zakończyła temat. Stwierdziła, że to zwykła dziura w ziemi. Istotnie, w sumie dlatego to się grotą nazywa. Jednak jest to pozostałość po lodowcowa. Nie jest ona jakoś kolosalnie wielka, jednak nawet tak mała atrakcja turystyczna ściąga to tej miejscowości wielu przyjezdnych. I własnie o to tutaj chodzi. Dzięki UE małe miejscowości mogą się rozwijać i promować lokalne zabytki oraz atrakcje. I jeżeli o zabytki chodzi to wracam do kościółka. Piękny, bez dwóch zdań. Ciekawe jest to (osobiście zaskoczył mnie ten fakt gdyż w moich okolicach jest to praktycznie niespotykane, a przynajmniej ja się z tym nie spotkałam), iż na każdej ławce znajduje się karteczka z parafianami, którzy w niej siedzą. Mogę się mylić ale tak wnioskuję, bo niby po co one miały by się tam znajdować? :)
Aby dzień zakończyć w dobrym stylu wstąpiliśmy do Krokowej. Cóż to znów za tajemnicze miejsce? Kolejna wioseczka, tym razem z rzekomym zamkiem/pałacykiem. Nie była to bujda jednak skupiłam się głównie na ogrodach wokół tej posiadłości. Widział ktoś jak nurkują kaczki? Hahaha, komiczny widok :).
Ogrody tak piękne, że za żadne skarby nie chciałam ich opuszczać. Niestety pogonił nas deszcz.
Ostatni etap podróży w kolejnym wpisie.
Życzę miłego wieczoru :)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz